Trzy żółte jarzeniówki zapaliły się nagle nad moją głową.
Rozejrzałam się przerażona po pomieszczeniu. W rogu stał stół pokryty ciemną
tkaniną a na nim pełno różnych przysmaków. Naprzeciw mnie było podwyższenie na którym
stało krzesło obite czarną skórą na którym siedział jak gdyby nigdy nic Jeremy.
Był wysokim ciemnookim brunetem. Mocno zarysowany podbródek idealnie współgrał
z ustami które były stworzone do całowania.
-Witaj Felicio. Czekałem na Ciebie. – powiedział do mnie
spokojnie. Jego głos był jak aksamit który łagodził mój strach. Powoli
zaczynałam się rozluźniać.
-Nie próbuj manipulować moim uczuciami! Wypad z mojego
mózgu!- krzyknęłam oburzona.- jak śmiesz…
- Jak śmie? Chyba sobie kpisz! Jestem bratem szatana.
Przybyłaś mnie zabić i jesteś oburzona że próbuję Cię uspokoić? Siadaj! –
rozkazał a moje nogi zaczęły same poruszać się w stronę krzesła ustawionego
naprzeciw mojego wroga. Zastanowiłam się jak długo wiedział ze po niego
przyjdę. List z zadaniem zabicia go dostałam ponad rok temu. John powiedział że
mam ćwiczyć i powie mi kiedy będę gotowa. Kilka dni temu po mega wyczerpującym
treningu, w którym zabiłam sukuba przywiezionego specjalnie dla mnie, John
pojawił się znikąd i podał miejsce pobyty Jeremiego. Kazał mi być gotową na
dzisiejszą noc. Tak wiec jadłam soczyste steki, ćwiczyłam maczetą którą miałam
przypiętą teraz do nogi oraz spałam. Teraz siedziałam przed jego tronem i
czekałam aż uwolni mnie spod swojego uroku. Jeremy jak gdyby nigdy nic wstał
podszedł do stołu i zaczął nakładać sobie różne przysmaki na talerz. Dzięki
temu mogłam się mu lepiej przyjrzeć. Wyglądał całkiem dobrze. Wysoki, barczysty
i miał świetny tyłek. Szybko uspokoiłam się mając nadzieję że nie jest
telepatą.
-Jestem. Już wiem co widzi w Tobie John.
-John? On widzi we mnie maszynę do zabijania jego wrogów.
-Wrogów mówisz? Wiesz może dlaczego ich zabijasz? Pewnie
nie. Założę się że mówi Ci coś o obietnicy? Dobry żart.
-Skoro nie złamali żadnej obietnicy to czemu kazał mi ich
zabijać?
-Hm może dlatego że jemu po prostu nie chciało się tego
robić? Wiesz że go wyręczałaś? Wiesz że to złe?
-Złe? Jesteś hipokrytą. Twój brat to główny szef piekła! Szatan!
-Ja hipokrytą? Myślisz że jesteś lepsza? Za cenę
wiecznego życia odrzuciłaś rodzinę oraz przyjaciół. Kiedy ostatni raz
rozmawiałaś z babcią, Emily?
- Nie mów tak do mnie. Nie używam tego imienia..
-Odkąd John Cię
zwerbował? Zapytaj go dlaczego wybrał Ciebie. Nigdy nie zastanawiało Cię dlaczego
tak rzadko widywałaś dziadka?
-Dziadek pracował jako wojskowy! Nie przyszłam tutaj
rozmawiać o mojej rodzinie. Przyszłam Cię zabić.
- Skoro tak bardzo rwiesz się do walki.
Drzwi
za moimi plecami otworzyły się powoli. Dobyłam maczety i stanęłam w rozkroku.
Moim oczom ukazały się dwa ogromne i obleśne trolle. ‘’ Tylko nie to”
pomyślałam. Do zabicia trolla potrzebowałabym maczugę z kolczatką a nie zwykłą
maczetę. Nią mogłam sobie najwyżej podciąć gardło. Przynajmniej bolałoby mniej
niż uderzenie które właśnie otrzymałam. Wypuściłam powietrze ale nie straciłam
równowagi. Szybko zrobiłam obrót i wykop z całej siły uderzając w podbrzusze
jednego z nich. Odsunął się ale nie wywrócił. Naskoczyłam na drugiego
wydobywając z siebie całą moją nadnaturalną siłę. Mój puls przyśpieszył.
Poczułam się w swoim żywiole. To było to. Kochałam to robić. Uderzałam z całej
siły pięściami i nogami w zębach trzymając moją jedyną broń. W końcu udało mi
się powalić jednego. Drugi był niestety lepiej przygotowany i zobaczyłam w jego
ręku maczugę. Powoli podniósł ją i z całej siły zamachnął się na mnie. Nawet
nie zdążyłam uchylić się. Dostałam prosto w głowę. Potem była ciemność.
Mm.. fajne ;p
OdpowiedzUsuńSzkoda, że takie krótkie :)
Czekam na następny :)
Le scena walki *,* Fajnie, ale dla mnie troche za krótkie. Co prawda wiem, że napisać megadługi rozdział nie jest łatwo, ale... No cóż.
OdpowiedzUsuńAllie
Spokojnie postaram się aby następny był jeszcze dłuższy i napisze go szybciej w końcu mam teraz dużo czasu wolnego :)
UsuńJuż nie mogę się doczekać ^^
Usuń